Samochody elektryczne to klucz do walki ze smogiem i uniezależnienia od kończących się paliw kopalnych. Zmiany te przyspiesza Unia Europejska, wprowadzając pakiet "Fit for 55" i planując zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku. Wobec rosnących cen paliw i nowych regulacji, warto sprawdzić realia. Jak wygląda podróżowanie elektrykiem po Polsce i czy przy obecnych kosztach energii taka inwestycja jest naprawdę opłacalna w codziennym użytkowaniu?
Obecnie trzeba przyznać, że elektryk to niekwestionowany król miasta. Poza ciszą i komfortem jazdy, oferuje wymierne korzyści finansowe i logistyczne. Kierowców aut na zielonych tablicach nie obowiązują opłaty za parkowanie w płatnych strefach, co w skali miesiąca pozwala zaoszczędzić setki złotych. Mogą oni również omijać korki, legalnie poruszając się po pasach autobusowych. Co więcej, w polskich metropoliach zaczynają funkcjonować Strefy Czystego Transportu (SCT), do których wjazd starszymi dieslami jest ograniczony, a dla elektryków pozostaje zawsze otwarty.
Infrastruktura miejska również uległa znacznej poprawie. Prawie pod każdym centrum handlowym czy nowoczesnym biurowcem można znaleźć ładowarkę. W najlepszej sytuacji są jednak osoby, które mieszkają w domach jednorodzinnych i posiadają instalacje fotowoltaiczne – wtedy ładowanie jest niemal darmowe w słoneczne dni, dzięki czemu koszty przemieszczania się są minimalne. To pozwala właścicielom skupić się na innej bardzo ważnej korzyści – utrzymaniu wysokiej wartości pojazdu. Pełna historia serwisowa układu hamulcowego i zawieszenia oraz ciągłość dobrego ubezpieczenia OC są bowiem atutami, które procentują przy ewentualnej odsprzedaży auta.
Osoby mieszkające na wsiach i przedmieściach coraz częściej posiadają domy wyposażone w rozbudowane instalacje fotowoltaiczne, a nierzadko również w domowe magazyny energii. Znajdują się więc w o wiele lepszej sytuacji niż mieszkańcy miejskich blokowisk, którzy nie zawsze mają gdzie naładować auto i są wtedy skazani na publiczne ładowarki, gdzie cena za kilowatogodzinę (kWh) potrafi być kilkukrotnie wyższa niż w taryfie domowej. Własne gniazdko to gwarancja najniższej ceny przejechania 100 km, która może wynosić zaledwie kilka do kilkunastu złotych.

Dzięki coraz większym bateriom współczesnych aut elektrycznych i ich rosnącym zasięgom (realnie często przekraczającym 400 km), można pozwolić sobie nawet na pokonanie dłuższej trasy bez konieczności uzupełniania prądu po drodze. Codzienne dojazdy do pracy nie stanowią już żadnego wyzwania logistycznego. Aby jednak mieć pełny obraz opłacalności takiej inwestycji, należy spojrzeć szerzej na przyszłe koszty utrzymania. Jeszcze przed zakupem warto wejść na kalkulator OC i sprawdzić, ile wyniesie ubezpieczenie wybranego modelu, gdyż stawki te mogą odbiegać od cen polis dla aut spalinowych.
Piętą achillesową elektryków przez lata było podróżowanie długimi trasami, choć sytuacja ta dynamicznie się zmienia. Jeżeli istnieje konieczność pokonania dystansu większego niż 300–500 km, nie obejdzie się bez doładowywania po drodze. Sieć szybkich ładowarek znacznie się zagęściła, co skraca czas postoju do 20-30 minut.
Kwestią zasadniczą pozostaje cena. O ile nie zależy nam na czasie, możemy skorzystać z wolnej ładowarki AC, gdzie cena kilowatogodziny nie będzie nadmiernie wysoka. Jeśli jednak chcemy naładować baterię do pełna bardzo szybko na stacji DC, trzeba przygotować się na spore koszty. Kilowatogodzina na superszybkich stacjach ładowania potrafi kosztować w przedziale od 3,50 do nawet 5 złotych. Przy dużym zużyciu energii przy prędkościach autostradowych, taka podróż może okazać się równie droga, co jazda autem benzynowym z silnikiem o dużej pojemności. Sposobem na oszczędności w trasie jest więc odpowiednie planowanie.
Jeżeli regularnie ładujemy samochód na publicznych stacjach – czy to w mieście, czy w trasie – warto rozważyć wykupienie abonamentu u wiodących operatorów lub karty roamingowej producenta auta. Za cenę od kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie zyskujemy znaczną obniżkę cen kilowatogodziny energii elektrycznej. Takie ładowanie może okazać się tańsze nawet o połowę w stosunku do kosztu, jaki byśmy ponieśli zgodnie ze standardowym cennikiem.
Nigdy nie poleca się rozładowywać akumulatora do zera, zwłaszcza zimą, gdy zużycie energii wzrasta. Lepiej uzupełnić prąd raz jeszcze przed powrotem do domu, niż ryzykować, że nam go zwyczajnie zabraknie w szczerym polu. Takie przypadki niestety się zdarzają, dlatego kompletując polisę, warto pomyśleć nie tylko o podstawowym OC, ale również zainteresować się dodatkowym ubezpieczeniem Autocasco, które często oferowane jest w pakiecie z rozszerzonym Assistance.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze