PILNE

Francuski dziennikarz szuka śladów ojca Piotra Gilety z Sobiecina

Francuski dziennikarz szuka śladów ojca Piotra Gilety z Sobiecina
  • Fotka nr 0 z 5
  • Fotka nr 1 z 5
  • Fotka nr 2 z 5
  • Fotka nr 3 z 5
  • Fotka nr 4 z 5
Portal ekspresjaroslawski.pl 26/06/2019 15:08
Hubert Lewkowicz

Zanim Piotr Gileta wyemigrował w 1937 roku do Francji, posadził drzewa. Czereśnie i orzechy. Marzeniem jego syna, francuskiego dziennikarza, było odnaleźć te drzewa. To być może jedyny ślad po jego ojcu w rodzinnych stronach.

W 1970 roku Piotr, wówczas już Pierre Gileta, przyjechał z Francji jeden jedyny raz, by zobaczyć swój rodzinny kraj, który opuścił w młodości. Odnalazł wtedy czereśnie i orzechy, które posadził jeszcze przed emigracją. – Moim marzeniem jest zobaczyć teraz te drzewa – mówi jego syn Denis Gileta, którego zupełnie przypadkowo spotykam przy cerkwi w Jarosławiu.

 

Denis Gileta jest emerytowanym dziennikarzem. Pracował w Chartres, Amiens, Lille, Metz, Pau. Kierował przez pewien czas miesięcznikami zajmującymi się szeroko rozumianym rolnictwem – winiarstwem, uprawami, żywnością. a kiedy został zwolniony po zmianie akcjonariuszy w wydawnictwie, sam utworzył agencję prasową w Pau. Ale jego ciekawa historia zaczyna się znacznie wcześniej, a jej korzenie tkwią w ziemi jarosławskiej, choć ona sam jest już Francuzem i nie mówi po polsku. Nawet nazwisko, które tam wymawia się „Żileta” brzmi bardzo francusko.

 

Francja – drugi dom

Urodził się w Joinville, małym miasteczku w departamencie Haute-Marne (po polsku to Górna Marna). Z większych miasto w miarę blisko jest Nancy i kojarzące się z musztardą Dijon. W tej części Francji osiedlił się jego ojciec – urodzony w Sobiecinie Pierre Gileta. Właściwie to Piotr Giłeta, bo tak miał w dokumentach, gdy w czerwcu 1937 roku wyruszał na emigrację. Celem była Francja. W paszporcie widnieje wiza wydana w konsulacie we Lwowie. Przejechał przez Niemcy, wówczas hitlerowskie, by dostać się do Gudomnt, gdzie mieszkał i pracował przez pierwszy rok pobytu we Francji. Imię Pierre, po dziadku, otrzymał starszy syn Denisa.

 

Urodził się sto lat temu

Można powiedzieć, że historia zatoczyła jakieś koło, bo Gileta w trzecim pokoleniu znów trafił do Polski. – Rok temu drugi z moich synów, Vincent zaczął pracować w Warszawie. We wrześniu zeszłego roku pojechałem do Warszawy i na jeden dzień do Krakowa – opowiada Denis Gileta. Jak wspomina, stolicę Polski zwiedzał, mając cały czas na uwadze, jak mocno to miasto zostało zniszczone w czasie wojny. – Ale w tym roku moim pragnieniem było przyjechać do Sobiecina i Surochowa, by uczcić rocznicę urodzin ojca – opowiada Denis. Ta rocznica przypadała 3 czerwca. W tym właśnie dniu w 1919 roku, a więc równo 100 lat temu, na świat przyszedł Piotr i został ochrzczony w cerkwi greckokatolickiej. Babcią Denisa była Anastasia z domu Borsuk, dziadkiem był Michał Gileta. Na jego ślad wnuk także wpadł podczas swej sentymentalnej podróży w rodzinne strony.

 

Kraj dzieciństwa za żelazną kurtyną

Ojciec Denisa Gilety w czasie wojny poszedł do wojska. Został wcielony w listopadzie 1939 roku, ale trafił do niewoli, do niemieckiego stalagu. Po wyzwoleniu pozostał we Francji. W swojej nowej ojczyźnie ożenił się z wybranką, która także była grekokatoliczką i także pochodziła z polskich ziem. Z dziećmi po polsku jednak nie rozmawiali, Wówczas Europę przecinała żelazna kurtyna. – Moi rodzice nie wierzyli, że powrót jest możliwy. Nasza sytuacja we Francji była dobra, rodzice chcieli byśmy się kształcili – opowiada Denis. W okolicy, w której mieszkali, było sporo pochodzących z polskich terenów grekokatolików.

 

Czy dziadka zabili ludzie Radwana?

Na cmentarzu przy cerkwi w Surochowie, która obecnie jest kościołem rzymskokatolickim, Denis Gileta znalazł grób z nazwiskami osób, które zginęły z rąk partyzantów 22 kwietnia 1945 roku. – Na tej liście jest Michał Gileta, prawdopodobnie jest to mój dziadek – opowiada Denis Gileta. Ten kamień nagrobny upamiętnia osoby narodowości ukraińskiej, które zginęły z rąk oddziału NSZ w Wiązownicy, pod dowództwem Bronisława Gliniaka „Radwana”. Czy wśród tych ofiar faktycznie jest dziadek Denisa? – Ojciec nigdy nie mówił nam, że dziadek został zabity przez partyzantów. Wydaje mi się, że pozostali z rodziny Giletów zostali deportowani w ramach Akcji Wisła. Ale nie wiem, czy to prawda – wspomina przybysz z Francji. O ile o śmierci dziadka Denis Gileta niewiele wie, o tyle pamięta dobrze moment, gdy przyszła wiadomość o śmierci babci. To był rok 1966 lub 1967. – Pamiętam, że ojciec wszedł po schodach z listem i płakał – opowiada nasz gość z Francji. Sam Pierre niewiele przeżył własną matkę, Zmarł w 1974 roku w Saint-Dizier.

Epilog

Ze wspomnianej wizyty w 1970 roku w rodzinnych stronach ojciec Denisa przywiózł szczepki drewek, które kiedyś posadził. Przyjęły się w ich ogrodzie we Francji i rosną tam do tej pory, choć dziś owocują już komuś innemu. – Te drzewa to symbol mojego ojca. Dlatego to takie ważne dla mnie – mówi Denis Gileta. Kiedy rozmawiam z nim, zostały mu jeszcze dwa dni na poszukiwania ojcowskich drzew. W dniu jego wylotu do Francji dostaję maila z konta jego żony Michele. Na zdjęciu uśmiechnięty Denis wśród zieleni. „Zgodnie z tym co udało nam się ustalić, prawdopodobnie te drzewa posadził ojciec w latach trzydziestych”.

 

Hubert LEWKOWICZ

 

FOT. Hubert LEWKOWICZ, zbiory własne, archiwum rodzinne Denisa Gilety 

francuski dziennikarz szuka śladów ojca piotra gilety z sobiecina - komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2019-06-28 14:26:29

    Ten orzech 90 lat ma jak nic

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ekspresjaroslawski.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

EKZ-PRESS Ewa Kłak-Zarzecka z siedzibą w Jarosław 37-500 , Cerkiewna 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"