3°C bezchmurnie

Koty obchodzą swoje święto

Czy w Międzynarodowy Dzień Kota 17 lutego koty naszych Czytelników świętowały? My odwiedziliśmy te koty, które do Jarosławia przylatują z Ameryki. Ich właściciele Ewa Sekuła i Bogdan Wicyniak twierdzą, że gdyby nie ograniczenia linii lotniczych, kotów w ich mieszkaniu byłoby znacznie więcej. A tak Tobi i Cheetah właścicieli i ulubione miejsca do spania mają tylko dla siebie.

Tobi i Cheetah w jesieni przyleciały do Jarosławia już po raz drugi. Do Wisconsin wracają w maju. Mają zarezerwowany lot, ale na miejsca w samolocie musiały poczekać. – Nie jest tak łatwo latać ze zwierzętami. Do tego potrzebne są odpowiednie dokumenty, pozwolenia, badania. Wcześniej koty muszą przejść kwarantannę, by uzyskać pozytywną opinię lekarza stanowego – opowiada Ewa. Gdy jest komplet dokumentów, fotografie kotów, micro chipy – trzeba wyszukiwać miejsc w samolocie. – Każda linia ma inne zasady. W niektórych jedno zwierzę przypada na jednego właściciela. W innych na pokładzie może lecieć tylko jedno zwierzę – tłumaczy.

Ewa Sekuła z pochodzenia jest krakowianką. Od dziecka towarzyszyły jej zwierzęta. – Mieszkałam na osiedlu wojskowym. Wokół bloku mieliśmy dużo przestrzeni i zielni. Koty mieszkały z nami od zawsze – opowiada. Bogdan Wicyniak urodził się w Jarosławiu. Wyjechał jako młody chłopiec. Zamieszkał w Krakowie. Od wielu lat wraz z Ewą mieszka jednak w USA. Do niedawna mieli dwa domy: w Chicago i w stanie Wisconsin: – W Chicago mieliśmy duży, trzykondygnacyjny dom. Koty zawsze miały uchylone okno. Wychodziły i przychodziły kiedy chciały. Wiele z nich się adoptowało. Przychodziły i pozostawały u nas. Był czas, że mieliśmy dwanaście kotów, do tego dochodziły koty znajomych, które pozostawały u nas na jakiś czas i pies, czarny labrador, Cezar – opowiada.

Zapałał do mnie niechęcią

Labrador był przyjacielem Cheetah. Piętnastoletniego kocura, którego Ewa adoptowała ze schroniska. – Działałam w organizacji na rzecz zwierząt. Jeździłam do schroniska. Zawsze chciałam mieć burego kotka, a ten był mały, miał może pół roku. Bardzo chciałabym go zabrać. W domu mieliśmy już może osiem, może dziewięć kotów. Za kilka dni kotek mi się przyśnił. Stwierdziłam, że on na mnie tam czeka. Zadecydowaliśmy, że go weźmiemy. Zadzwoniłam do schroniska i poprosiłam Nataszę, pracownicę, żeby Bubble poczekał na mnie. Bubble, czyli bańka mydlana – opowiada Ewa. Za dwa tygodnie pojechali z Chicago do domu w Wisconsin, a stamtąd do schroniska. Towarzyszył im Cezar, pies. Koty zostały w Chicago. – Cheetah, bo tak go nazywałam, bardzo nas polubił, z psem od razu się pokochali. Taki zadowolony był w Wisconsin. Gdy przyjechał do Chicago, zobaczył w naszym domu inne koty i to był dla niego szok. Stwierdził, że znowu jest w przytułku. Zapałał do mnie niechęcią. Od tego czasu został kotem Bogdana. Rzadko kiedy przychodzi do mnie. Śpi ze swoim panem, za nim chodzi. To jest jego kot. Cheetah to pieszczoch, ale nie kocha innych kotów – śmieje się.

Nie kocha też pięcioletniego Tobiego. Czarnego olbrzyma. – Tobi najlepiej czuje się w Wisconsin. Tam wychodzi na długie spacery. Dla niego wszystko co się rusza to wróg. Kiedyś przyszedł z wężem w pysku. A kiedyś całe stado kruków go goniło, bo im się naraził. Nie rusza tylko wiewiórek, te są zaprzyjaźnione z nami. Tobi w Ameryce ma pełną swobodę – mówi Ewa.

Każdy kot ma swoja historię

W życiu Ewy było około pięćdziesięciu kotów. Każdy z nich ma swoją historię, a Ewa może opowiadać o nich godzinami. Wspomina kilku ze swoich przyjaciół. – Najstarszy kot żył ze mną prawie 20 lat. To był russin blue – rosyjski niebieski. Nazywał się Maurice Morko de Morkowski viel Morus Prince. To był szczególny kot, bardzo inteligentny. A te czaro-białe koty u nas nazywa się tuxedo cat. Tuxedo znaczy smoking męski. Wszystkie te koty mają zbójecką naturę. Oprócz Fanny Face miałam takiego kota czarno-białego nazywał się Sasza. To był pogrom psów w dzielnicy. Psy się bały obok naszego domu przechodzić, bo tak potrafił być złośliwy dla nich i ich atakował. Żaden z moich kotów nie był taki – opowiada.

Szczególna historia wiąże się z Fanny Face. Czarno-biały kotek sam przyszedł do domu Ewy i Bogdana. – Chodził sobie, gdzie chciał, wracał, kiedy chciał. Wiedział, że u nas zawsze znajdzie jedzenie. Pewnego dnia Fanny Face zginął. Wyjechaliśmy na kilka dni do domu do Wisconsin. Sam wchodził do domu przez okno w piwnicy. Liczyłam na to, że wróci. Gdy przyjechaliśmy, kota nie było. Chodziłam z Cezarem po okolicy i szukałam go. Zauważył go pies, gdy ja rozmawiałam z sąsiadem. Podniósł łeb i wpatrywał się w kamienicę po drugiej stronie ulicy. Na drugim piętrze w oknie siedział czarny kot. I to był Fanny Face. Kot na nasz widok zaczął reagować. Pomyślałam, że ktoś go sobie zaadoptował. Ale okazało się, że kamienica przeznaczona była do wyburzenia. A miało to nastąpić na drugi dzień. Nie wiedziałam, co robić. Koleżanka policjanta z innego dystryktu, wielka miłośniczka zwierząt, ma siedem psów i 10 albo 12 kotów, pomogła mi. Weszliśmy na drugie piętro. Kot wariował, jak mnie zobaczył. Pobiegł do naszego domu. Dostał dużą miskę mleka i trzy dni nie wychodził z domu. Później znowu zniknął. Wrócił, żeby się z nami pożegnać przed śmiercią – wspomina. Ewa opowiada również o kotce czarownicy. Tak nazywała czarną Betty znaleziona w śmietnisku. – Uwielbiała mężczyzn. Cały czas mnie ignorowała. Ona uważała, że musi swojego pana chronić przez naszym psem Cezarem – mówi Ewa.

Koty towarzyszą im na każdym kroku

Ewa i Bogdan letnie miesiące roku mieszkają w Stanach, na zimę zjeżdżają do Jarosławia. Wraz z dwom kotami: Tobi i Cheetah, ale wraz nimi mieszkają tu różnego rodzaju figurki, obrazki, zdjęcia, rysunku. Wszystkie obrazujące koty. Od srebrnych, najdroższych firm, po drewniane czy mosiężne. Koty są na kubkach, filiżankach, nawet na drzwiach w formie kołatki. Koty towarzyszą im na każdym kroku.

Ewa KŁAK-ZARZECKA

czy w międzynarodowy dzień kota 17 lutego koty naszych czytelników świętowały? my odwiedziliśmy te koty, które do jarosławia przylatują z ameryki. ich właściciele ewa sekuła i bogdan wicyniak twierdzą - komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Hobby, Jarosław - więcej informacji