27°C lekkie zachmurzenie

Od pioruna zapaliła się stodoła

Byliśmy na podwórku z ojcem, gdy zanosiło się na deszcz. Posprzątaliśmy, weszliśmy do domu i wtedy walnął piorun. Wiedzieliśmy, że musiał blisko uderzyć, bo huk był ogromny, ale nie podejrzewaliśmy, co się stało. Mama akurat była w korytarzu i zaczęła krzyczeć, że pali się nasza stodoła – opowiada mężczyzna.

Mieszkańcy zawiadomili straż pożarną: – Nie było szans ugasić stodoły. Piorun uderzył do samego dołu. Paliło się od spodu. Ogień zajął część stodoły, gdzie złożone było siano. Zebraliśmy je z siedmiu hektarów. Było napakowane do samej góry. Straż je wywoziła, dwa cyklopy nakładały na przyczepę, ale to się paliło i na łyżce, i na przyczepie. Wywozili na łąkę. Jeszcze na drugi dzień siano zapaliło się na łące – opowiada poszkodowany mężczyzna.

Pożar wybuchł w czwartek 2 sierpnia około godziny czternastej. Pierwsi na miejsce zajechali strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego w Mołodyczu. Przyjeżdżały następne wozy. W sumie w akcji wzięło udział sześć jednostek: dwie z OSP KRSG w Mołodyczu, dwie z OSP KRSG w Wiązownicy oraz dwie z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej.

Akcja trwała do późnych godzin nocnych, a także w piątek 3 sierpnia.

Szkody nie do odbudowania

– Tyle się narobiliśmy – mówi matka mężczyzny. – Trzymam trzy krowy, chciałam, żeby nie zabrakło nam siana. A teraz zostaliśmy bez niczego – mówi. Oprócz siana spaliły się deski, które były złożone w stodole. – Dobrze, że wokół stodoły rosną drzewa. Ogień przerzucił się na korony, ale dzięki temu nie zapaliły się kolejne budynki. I nie było wiatru. To uchroniło przed jeszcze większym nieszczęściem – mówi.

W piątek, w sobotę i niedzielę znajomi pomogli poszkodowanej rodzinie w rozbiórce stodoły i porządkowaniu zgliszczy. W poniedziałek nie było już śladu po budynku. – To moja ojcowizna, wybudowali ją jeszcze moi rodzice. Straciliśmy wiele, ale musimy to odbudować – mówi kobieta.

Dodaje, że jeszcze w czasie pożaru na miejsce przyjechał wójt gminy Wiązownica Marian Ryznar i obiecał pomoc. Liczą na nią, bo wiedzą, że sami nie są w stanie tego odbudować.

Ekz

fot. Ewa Kłak-Zarzecka, OSP KSRG Wiązownica

Od pioruna zapaliła się stodoła komentarze opinie

  • gość 2018-08-10 17:01:42

    I jak zwykle przy takiej tragedii Ryznar się musi lansować

  • Gośćbyk - niezalogowany 2018-08-11 00:32:34

    Pocałuj Wójta w dupe

Dodajesz jako: Zaloguj się