11°C słabe, przelotne opady deszczu

Nowoczesny atlas kotów

Internet rozgrzał się do czerwoności po tym, jak prezes wszystkich Polaków został przyłapany na czytaniu „Atlasu kotów” podczas jakiejś ważnej debaty w Sejmie. Zupełnie nie wiadomo o co zaczęto mieć do niego pretensje. Po pierwsze, nie po to jest się prezesem by osobiście angażować się we wszystkie ważne sprawy, po drugie – każdemu chwila wytchnienia się należy. Po trzecie wreszcie, cóż złego jest w „Atlasie kotów”? Gdyby prezes czerpał inspirację z pism wybranych takiego czy innego Mao lub gdyby się rozkoszował czytaniem co poniektórych scen z rozlicznych powieści  Stephena Kinga lub chociaż Agaty Christie (że o Aleksandrze Marininie nie wspomnę), mogłoby to wzbudzić oburzenie. Gdyby zamiast rozwikływać spory dotyczące ustaw sądowniczych, rozwiewając obawy co do swej  politycznej przyszłości, tkwił przy lekturze „Zbrodni i kary” Dostojewskiego, można by się go czepiać. Gdyby, lustrując ławy rządowe, wertował „Komu bije dzwon” Hemingwaya, można by pomyśleć, że kończy snuć plany dotyczące rekonstrukcji.  Wreszcie, gdyby wziął do ręki (z obrzydzeniem, bo z obrzydzeniem) „Gazetę Wyborczą” i czytał wiadomości, można by to uznać za pewien rodzaj manifestacji politycznej lub ideologicznej. To samo tyczyłoby się prezesowej lektury „Zielonego Sztandaru”, „Naszego Dziennika”, czy – za przeproszeniem – „Krytyki Politycznej”. Ale czepiać się o „Atlas kotów”? To już jest przesada.  Pozostając w klimacie literackim można by rzec za Szekspirem  – wiele hałasu o nic.  Zresztą, nie wszyscy mają o to do prezesa pretensje. Atlas, który uświęcił był dłońmi i oczyma swemi, a także osobistą dedykacją,  trafił szybko na internetową aukcję, osiągając zawrotne sumy.

Podczas gdy prezes spokojnie czyta sobie w Sejmie o kotach,  w konkurencji politycznej nastąpił prawdziwy przewrót. Ta rewolucja zjadła założyciela partii Nowoczesna, którego nazwisko do niedawna jeszcze widniało w nazwie partii. A teraz? A teraz wykolegowały go dwie kobiety. Pierwsza z nich (zwana przez znaną prawniczkę i parlamentarzystkę oraz wielbicielkę unijnej flagi „myszką agresorką”) najpierw sama zrezygnowała z kandydowania, a potem poparła inną kobietę, która w ostatecznej walce pokonała osamotnionego założyciela partii w  wyścigu o berło przewodniczącego.  Na baczności powinien mieć się Paweł Kukiz i pod żadnym pozorem nie usuwać  Kukiza z nazwy Kukiz’15. Zwłaszcza, że wówczas zostałoby tylko „’15”.

Nowoczesny atlas kotów komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się