– Żyli tu razem Polacy, Rusini, Żydzi. Zapraszali się nawzajem na święta, szanowali się. Do II wojny światowej – mówi Roman Bury, regionalista i kolekcjoner zdjęć i dokumentów związanych z Sieniawą, autor publikacji. Choć od lat mieszka w Jarosławiu, swoje rodzinne miasto ma wciąż w sercu. A efektem tej miłości są bogate zbiory.
O Sieniawie, jej historii, ciekawostkach, a przede wszystkim o ludziach związanych z tym miastem, może mówić godzinami. Wie, gdzie stał jakiś budynek, skąd pochodził ten lub inny zacny mieszkaniec, przytacza historie z czasów wojny i lat powojennych. Zna to wszystko nie tylko ze źródeł pisanych, ale przede wszystkim z opowieści. Jego mama w czasie okupacji sama ukrywała Żydówkę, choć w domu długo się o tym nie mówiło. Była też naocznym świadkiem palenia zwłok zamordowanych Żydów na terenie sieniawskiego cmentarza. Przez dziurę w ogrodzeniu oglądała, jak Niemcy zacierali ślady swoich zbrodni.
Sam Roman, jako sześcioletnie dziecko, znalazł w mieście pisma wydane po hebrajsku. Zaniósł to do domu i przez lata znalezisko leżało gdzieś na półce. – Kiedyś przyjechali Żydzi i ja im to zaniosłem – opowiada. Pamięta dobrze jeszcze kamienie ze zniszczonej synagogi. – Na tych kamieniach się siedziało, czekając na autobus – wspomina.

Ojciec Romana Burego był prezesem straży pożarnej, w której służył przez 75 lat. Przychodzili do niego ludzie z wielu miejsc i rozmawiali. – Gdybym ja to historie wtedy nagrywał… Ile ja miałbym dzisiaj materiału! – łapie się za głowę. To właśnie ojciec zaszczepił w nim bakcyla miłości do pamiątek sieniawskich. Zbierał materiały do kroniki straży. Zainteresował się tym też brat Romana, a potem on sam.
Roman Bury z zawodu jest folklorystą. Pracował przez wiele lat w Ognisku Baletowym w Jarosławiu jako instruktor tańca. Zbieranie w terenie przyśpiewek ludowych to jego hobby i zawód jednocześnie. A potem zaczął kolekcjonować też sieniawskie archiwalia. Najpierw zbierał zdjęcia. Potem doszły wycinki z gazet, kopie fragmentów książek, dokumentów. Pochłonęło go też studiowanie ksiąg parafialnych. – Czasami po dwóch dniach siedzenia zostaje jedno zdanie – uśmiecha się Roman. Przez lata nazbierało się jednak tych zdań wiele. Teraz swoje zbiory liczy już w tysiącach stron.

Polacy z Ukraińcami i Żydami żyli przed wojną w zgodzie. Dopiero wojna wyzwoliła zło. Ale i w tych czasach byli tacy, którzy zachowywali człowieczeństwo. Roman wie o tym dobrze, bo przecież jego mama, Władysława Bury, sama pomagała Żydówce. Rodzice sami niewiele jednak opowiadali. – Takie były czasy, że bali się mówić – wspomina. Regionalista sieniawski opisał ostatnio całą historię rodziny Stawarskich i Singerów. Niedawno w Sieniawie odbyła się uroczystość upamiętniająca obie rodziny. Dziadek Romana Burego także zdołał uciec ze wschodu dzięki temu, że został ostrzeżony przez znajomego Ukraińca. Gdyby nie to, padłby pewnie ofiarą banderowców.
Co sprawia, że gromadzi te wszystkie archiwalia? – To chyba jakiś wirus – śmieje się Roman Bury. – Daje mi to ogromną satysfakcję. Czasami szukam jakichś informacji i nic. A za dwa lata nagle to odnajduję. Internet pomaga, bo czasami odzywają się do mnie ludzie z odległych stron – dodaje.

Efekty tej mrówczej pracy można zobaczyć w przygotowywanych przez Romana Burego fotoksiążkach. Uzbierało się ich już sporo. To naprawdę ogrom bezcennego materiału, który potomnym da potężną dawkę wiedzy o Sieniawie. Zresztą nie tylko o Sieniawie, bo Roman Bury systematyzuje w ten sposób także ciekawostki o Jarosławiu i innych miejscowościach. Jego hobby jest też pisanie do tych wszystkich zdjęć rymowanych opowieści. Czyta się to świetnie, a do tego ma walor poznawczy. Być może także niebawem ukaże się jakieś wydawnictwo w większym nakładzie, z tekstami i reprodukcjami ze zbiorów Romana Burego. Okazja ku temu jest znakomita, bo w tym roku Sieniawa obchodzi 350-lecia nadania praw miejskich. Publikacja byłaby na pewno dobrą pamiątką po obchodach tej rocznicy i pięknym prezentem urodzinowym dla miasta, pozwalającym młodym pokoleniom zrozumieć skomplikowaną, ale bogatą historię ich małej ojczyzny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze