Reklama

Odprawa emerytalna należy się byłej skarbnik. Sąd nie przyznał racji wójtowi gminy Wiązownica Krzysztofowi Strentowi

Wójt gminy Wiązownica Krzysztof Strent nie wypłacił odprawy emerytalnej byłej skarbnik Zdzisławie Pawłowskiej, mimo że nabyła ona prawa emerytalne, będąc zatrudnioną w wiązownickim urzędzie. Wójt w sądzie tłumaczył, że odprawę wypłaca ostatni pracodawca i choć byłą skarbniczkę zatrudniał i płacił jej wynagrodzenie, to odprawy po przejściu na emeryturę wypłacić nie chciał. Sąd Rejonowy w Jarosławiu nie zgodził się z jego argumentacją. Dziś gmina Wiązownica ma wypłacić Zdzisławie Pawłowskiej nie tylko odprawę, ale odsetki, które przez rok narosły od tej kwoty.

Zdzisława Pawłowska trafiła do Urzędu Gminy Wiązownica w trakcie kadencji wójta Mariana Ryznara w 2019 roku, gdy poprzednia skarbnik gminy zrezygnowała. Rada Gminy Wiązownica powołała ją na to stanowisko 1 sierpnia. Nowa skarbnik rozpoczęła pracę 1 września 2019 r. i z poprzednim wójtem pracowała zaledwie dwa lata. 24 września 2021 roku Marian Ryznar zrezygnował z pełnionej funkcji. O jego miejsce w wyborach uzupełniających zabiegało aż 9 kandydatów, również obecny wójt Krzysztof Strent. Po wyborach uzupełniających Zdzisława Pawłowska pracowała z nim przez cały 2022 rok i dwa miesiące 2023 roku. 8 marca otrzymała zwolnienie chorobowe. W tym czasie, bo 16 marca, na wniosek wójta Rada Gminy Wiązownica odwołała ją z funkcji skarbnika. – Odwołanie jest równoznaczne ze zwolnieniem z pracy, ale ja miałam równy rok do emerytury, więc wójt musiał zaproponować mi inne stanowisko. Zaproponował mi pracę w Szkole Podstawowej w Mołodyczu – mówi Zdzisława Pawłowska. – Wójt dobrze wiedział, że nie mam prawa jazdy, a dostanie się do szkoły w Mołodyczu, jest dla mnie bardzo uciążliwe. Przystanek, z którego mogłabym dostać się do Mołodycza oddalony jest od mojego domu o trzy kilometry. Więc albo musiałabym tam chodzić, albo jechać do Jarosławia i z Jarosławia do Mołodycza. Nie ukrywam, nie jestem pierwszej młodości, bo za rok miałam osiągnąć wiek emerytalny. Dlatego uważam, że wybór miejsca pracy na ten rok został tak dokonany, bym to dotkliwie odczuła. I ten sposób, w jaki zostałam potraktowana, odbił się na moim zdrowiu i mojej psychice. Nie po to zrezygnowałam z pracy w Przemyślu i przyjęłam propozycję pracy blisko domu, by teraz, rok przed emeryturą, znowu dojeżdżać i to jeszcze tak niedogodnym połączeniem. Gdyby wójt chciał wykazać trochę dobrej woli, na ten rok mógł mi zaproponować pracę w innej szkole, w jednej z gminnych jednostek czy nawet w urzędzie. Ale to miało zaboleć – mówi Zdzisława Pawłowska.

I zabolało, bo była skarbnik przez osiem miesięcy przebywała na zwolnieniu chorobowym, pobierała świadczenie rehabilitacyjne, a do pracy powróciła dopiero 2 grudnia 2023 r. Jak się wówczas okazało, to nie był koniec działań wójta Strenta. - Chociaż na sesji 16 marca, podczas której zostałam odwołana, pan wójt dziękuje mi za pracę i mówi, że jak wrócę z chorobowego, on mnie kwiatami pożegna, to okazało się, że gdy powróciłam do pracy, zamiast kwiatów, czekał na mnie kolejny problem. Wiedziałam, że przerywając świadczenie rehabilitacyjne, automatycznie wchodzę w trzymiesięczny okres wypowiedzenia umowy o pracę. W listopadzie czułam się już znacznie lepiej, jakoś pogodziłam się z tym, jak zostałam przez niego potraktowana, a w perspektywie miałam wizję zbliżającej się emerytury. Chciałam odbyć ten okres wypowiedzenia i przejść na zapracowaną przez 40 lat emeryturę. I tak też zrobiłam – wspomina Zdzisława Pawłowska.

Reklama

 

Urlop i wypowiedzenie bez świadczenia pracy

Po powrocie do urzędu była skarbnik otrzymała od wójta skierowanie do lekarza medycyny pracy, by ten stwierdził, czy jest zdolna do podjęcia pracy. - Uzyskałam pozytywną opinię lekarza, a że miałam zaległy urlop, to pan sekretarz dał mi kartę urlopową. Zgłosiłam się ponownie w grudniu z zapytaniem, co mam robić, bo urlop kończy się w styczniu, a moje wypowiedzenie biegnie dalej. Otrzymałam informację, że wyślą mi pismo do domu. I rzeczywiście, otrzymałam takie pismo z decyzją wójta o zwolnieniu ze świadczenia pracy. Na koniec marca otrzymałam świadectwo pracy, a w nim jako podstawę rozwiązania umowy o pracę art. 53 Kodeksu pracy, który mówi o tym, że rozwiązuje się umowę z powodu długotrwałej nieobecności w pracy. Wójt widocznie miał taki zamiar zwolnienia mnie podczas mojej choroby, bo nawet, gdy wróciłam do pracy, nie zmienił tego artykułu w przygotowanym wcześniej świadectwie pracy. Musiałam pisemnie zwracać się do niego o poprawę tak rażącego błędu – mówi Z. Pawłowska.

Reklama

Była skarbnik jeszcze w okresie wypowiedzenia (13 lutego 2024 r.), złożyła wniosek do ZUS-u o przejście na emeryturę. ZUS wydał decyzję o tym, że 9 marca nabywa ona prawa emerytalne. - Po otrzymaniu decyzji ZUS-u, wystąpiłam do wójta o wypłatę odprawy emerytalnej. Ten jednak wysłał mi pismo, że wypłaci mi odprawę, gdy dostarczę mu decyzję ZUS. Chociaż nie miał prawa żądać tej decyzji, wysłałam mu ją. I wtedy zapadła cisza. Wystąpiłam wówczas do wójta z ponownym pismem o wypłatę odprawy emerytalnej. I znowu cisza. To był już koniec kwietnia. Wynajęłam kancelarię prawną. W moim imieniu z przedsądowym pismem o wypłatę odprawy zwrócił się do urzędu mój mecenas. A jemu odpowiedział już nie wójt, a mecenas zatrudniony w urzędzie. Powołał się na wyroki sądów, z których wynikało, że odprawa mi przysługuje, ale jego konkluzja była – NIE. Wówczas stwierdziłam, że została tylko droga sądowa – mówi była skarbnik.

 

Reklama

Wójt z Markowej się stawia, ale wójt z Wiązownicy nie

Pierwsza rozprawa odbyła się w listopadzie ubiegłego roku. A na nią, jako świadkowie zostali wezwani wójt i sekretarz gminy Markowa, w której Zdzisława Pawłowska pracuje. Oboje stawili się na wezwanie, ale zabrakło wójta gminy Wiązownica. - Ja nie ukrywam, że będąc na emeryturze podjęłam pracę skarbnika w gminie Markowa, ale przepisy mi tego nie zabraniają. Jest to też wiadomość powszechnie znana. Więc po co mecenas z Wiązownicy wezwał mojego wójta jako świadka? Zwłaszcza, że nie zadał mu ani jednego pytania. A wójt Markowej zapytany przez sąd, czy wie, po co został wezwany, odpowiedział, że nie, że chyba komuś pomylił się czasookres – wyjaśnia Zdzisława Pawłowska.

Reklama

Kolejna rozprawa odbyła się w lutym tego roku. Wójt gminy Wiązownica Krzysztof Strent przyszedł na rozprawę, ale dodatkowo przedłożył kolejne pismo, w którym zarzuca Z. Pawłowskiej, że nie cofnęła świadczenia rehabilitacyjnego. – Kontaktowałam się z ZUS-em i otrzymałam informację, że nie ma takiego pojęcia jak cofnięcie świadczenia. Ale pan wójt chyba sobie tak wydedukował, że ja będę na tym świadczeniu do 4 kwietnia i on po trzech miesiącach tego świadczenia mnie zwolni. Na co przygotował już nawet świadectwo pracy, będąc chyba przekonany, że wówczas nie będzie płacił mi odprawy emerytalnej. Okazało się, że swoim powrotem do pracy, pokrzyżowałam mu plany, choć nie do końca, bo są orzeczenia, że odprawa należy się także wówczas, gdy pracodawca zwolni pracownika, podczas choroby. Pan wójt tym pismem zaprzeczył sam sobie, bo to on przecież wysłał mnie do lekarza medycyny pracy, wysłał mnie na urlop po powrocie do pracy, zwolnił mnie ze świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia umowy, a teraz nagle się okazuje, że coś mu się przypomniało i zmienił zdanie – dodaje.

 

Reklama

Czy wójt Krzysztof Strent odwoła się od wyroku pierwszej instancji? Nie odpowiedział na to pytanie. Podobnie jak nie wyjaśnił, dlaczego uchylał się od wypłaty odprawy emerytalnej byłej skarbnik.

W odpowiedzi otrzymaliśmy wyjaśnienia, które, według życzenia wójta, cytujemy w całości: „(…) zaproponowano powódce do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego stanowisko Sekretarza Szkoły Podstawowej w Mołodyczu na co nie wyraziła zgody. Tym samym nie wykazywała woli pracy w Gminie Wiązownica do czasu przejścia na emeryturę. W związku z tym faktem oraz dalszym postępowaniem pani Zdzisławy Pawłowskiej, które może zostać ujawnione po dostarczeniu zgody ze strony zainteresowanej, powstały istotne wątpliwości prawne co do możliwości wypłaty jej odprawy, stąd sprawa trafiła do Sądu. Sąd Najwyższy w uchwale składu siedmiu sędziów z dnia 28 czerwca 2017 r. w sprawie III PZP 1/17 wskazał, że odprawa emerytalno-rentowa jest świadczeniem kompensacyjnym, mającym na celu zmniejszenie niedogodności dla pracownika związanych z zakończeniem zatrudnienia i przejściem na emeryturę, zawierającym jednak w sobie pewne elementy gratyfikacji za dotychczas wykonywaną pracę. Jak doskonale wiadomo p. Zdzisława Pawłowska obecnie pełni nadal funkcje Skarbnika, tylko w Gminie Markowa, w związku z czym nie zakończyła swojej kariery zawodowej. W pozostałym zakresie pytania dotyczącego argumentów podnoszonych w procesie przez obie strony i kierowanych środków zaskarżenia wskazuję, iż Pani Redaktor nie uczestniczyła w tym postępowaniu i nie ma podstaw do żądania od Wójta relacjonowania przebiegu tej sprawy, a takiej wypowiedzi należy oczekiwać raczej od rzecznika prasowego Sądu” – czytamy.

Reklama

Dziś Urząd Gminy Wiązownica ma wypłacić byłej skarbnik odprawę emerytalną wraz z odsetkami, część tej kwoty musiał zapłacić z rygorem natychmiastowym. Czy wójt będzie nadal trwał przy swoim tłumaczeniu i odwoła się od postanowienia sądu pierwszej instancji, wyjaśni się w niedługim czasie.

EKZ

***

Wójt Krzysztof Strent wyjaśnia nam, że była skarbnik nie zakończyła kariery zawodowej. Domniemywać można, że z tego powodu, według niego, mimo że przeszła na emeryturę, odprawa emerytalna jej się nie należy. Idąc, analogicznie, tym tokiem myślenia Pana Wójta, należałoby zadać mu kolejne pytania. Na jakiej podstawie przyjął on odprawę, gdy w 2020 roku zwolnił się z Urzędu Gminy Wiązownica i objął stanowisko sekretarza w Urzędzie Miasta Jarosławia, przecież jego kariera zawodowa się nie zakończyła? Podobnie, idąc tym tokiem myślenia, na jakiej podstawie wypłacił odprawę ówczesnej sekretarz i wicewójt Annie Wilk, która zwolniła się z pracy w Urzędzie Gminy w Wiązownicy i podjęła zatrudnienie jako dyrektor Sądu Rejonowego w Jarosławiu? Przecież jej kariera zawodowa również się nie zakończyła. A co do pozostałych argumentów Pana Wójta. Gdyby „Pani Redaktor” w procesie uczestniczyła, nie miałaby potrzeby zadawania pytań. A że nie uczestniczyła, pyta osobę najbardziej kompetentną i z racji pełnienia funkcji zobligowaną do udzielenia tych odpowiedzi, czyli pana Wójta.

Reklama

Ewa Kłak-Zarzecka

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/01/2026 10:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo EkspresJaroslawski.pl




Reklama