Reklama

Najfajniejszy moment? Jest teraz!

18/09/2018 18:09

Po czterech latach rządów w Radymnie Krzysztof Roman chce ponownie powalczyć o fotel burmistrza, ale… w zupełnie innym miejscu – w Tuliszkowie w Wielkopolsce. O tym, co się udało dokonać w Radymnie, o najciekawszych momentach kadencji i radach dla swojego następcy, kimkolwiek on będzie, mówi w rozmowie z „Ekspresem Jarosławskim”.

Po czterech latach burmistrzowania w Radymnie nie staje pan do walki o reelekcję. Dlaczego?

– Tak naprawdę to już w momencie, gdy zaproponowano mi tutaj kandydowanie na burmistrza, byłem już na etapie szukania pracy w Wielkopolsce. Rok wcześniej wziąłem ślub, więc trzeba było wreszcie myśleć o wspólnym zamieszkaniu. Szczerze mówiąc, to nie bardzo wierzyłem, że się uda. Nie miałem presji, żona się zgodziła i uznaliśmy, że warto spróbować. Jestem radymnianinem, tutaj skończyłem szkołę podstawową i liceum. Po studiach w Krakowie trafiłem do gospodarki komunalnej w Skołoszowie i tam pracowałem aż do 2014 roku. Gdy zostałem burmistrzem, trzeba było to pociągnąć, ale już na początku mówiłem, że to może być ostatnia kadencja. Przez te cztery lata jeździłem.

Reklama

Można powiedzieć, że to pana małżonka zdecydowała, iż Radymno będzie miało innego burmistrza?

– Można powiedzieć, że miała w tym swój udział. Trzeba się liczyć z osobą, z którą się chce żyć.

Nie szkoda panu? Coś się przez te cztery lata w Radymnie udało.– Przez pierwsze dwa lata przygotowywałem się do tych wszystkich inwestycji. Nie będę ukrywał, że był tu dosyć duży bałagan prawny, jeśli chodzi o prawo własności. Z wielką pomocą starostwa uregulowaliśmy 90 procent dróg. Trochę poległem na kamienicach, bo sprawy trafiły do sądów i trwają, a końca nie widać. Tam, gdzie się udało to uregulować, moi poprzednicy pozbyli się tych kamienic.

Reklama

Wracam do pytania, nie żal panu zostawić to wszystko?

– Oczywiście, że żal. Zaczynamy teraz zbierać owoce, a przed nami następne inwestycje, które są rozpoczęte. Będziemy realizować remont pięciu kamienic. Dostaliśmy unijne pieniądze, jest to w systemie zaprojektuj – zbuduj i urząd marszałkowski zgodził się na przesuniecie terminu do końca 2019 roku, ze względu na to, że mieliśmy szaleństwo budowlane i ciężko było znaleźć wykonawcę. Kolejna inwestycja to remont przychodni. Ona jest w dramatycznym stanie, projekt przeszedł ocenę formalną. W tym tygodniu mamy złożyć największy projekt, czyli rewitalizację miasta. Naszym pomysłem był zrobienie pełnego kompleksu edukacyjnego, by w dawnych koszarach powstała jedna wspólna szkoła z zapleczem sportowym i żeby była to przestrzeń otwarta. Kwota remontu budynku w kompleksie będzie gigantyczna, ale idealnie wpisuje się to w pomysł na jego funkcjonowanie. Odzyskamy wtedy budynek przy ulicy Mickiewicza i tam powstaną spółdzielnie socjalne, żłobek, tam założyliśmy funkcjonowanie usług. We wrześniu 2023 roku dzieci powinny uczyć się już w tym kompleksie. 

Reklama

Czy do decyzji o niekandydowaniu przyczyniło się, że nie zawsze miał pan tu łatwo?

– Wręcz przeciwnie, choć w tym momencie wszystko się wyciszyło, rada zaczęła już normalnie funkcjonować. Sesje są krótkie, treściwe, merytoryczne. Mogę powiedzieć, że mam idealnie w porównaniu z moim sąsiadami, bo u nich się dzieje sporo.

Ale namawiano pana na start?

– Tak. Byłem już kandydatem Prawa i Sprawiedliwości zatwierdzonym przez zarząd okręgu. Miałem pełne poparcie partii.

A wie pan, kto pana zastąpi?

– Niestety, musiałem opuścić szeregi Prawa i Sprawiedliwości. To także pokłosie mojej decyzji. Sam złożyłem rezygnację.

Reklama

To była propozycja nie do odrzucenia?

– W żadnym wypadku. To osobista decyzja. Tutejsze struktury były mi znajome, natomiast tam nie, a jako członek partii musiałbym się w to włączyć. Nie chciałem w te układy wchodzić.

Ale startuje pan tam na burmistrza ze swojego komitetu.

– Tak, startuję ze swojego komitetu. Zebrałem grupę ludzi.  

Jaka to miejscowość?

– Tuliszków w powiecie tureckim. To jest porównywalny teren do miasta i gminy Radymno. Jest to jedna struktura składająca się z miasta i gminy, jak w Pruchniku czy Kańczudze. Przychodzę jako ktoś z zewnątrz, nazywają mnie „człowiekiem z gór”. Tak nas tam ludzie odbierają. Cztery lata, które tu spędziłem czegoś mnie nauczyły i chciałbym to wykorzystać, tym bardziej że są tam problemy przyziemne jak na przykład brak wody co tydzień.

Reklama

Czyli na Podkarpaciu nie jest tak źle?

– Nie, muszę wszystkich uspokoić. We wskaźnikach Wielkopolska jest wyżej, ale tylko dlatego, że jest Poznań i okolice związane z inwestycjami. Podobnie jest w województwie mazowieckim, gdzie jest Warszawa, która się gigantycznie rozwija, a najbiedniejsze tereny to gminy w województwie. Trzeba spróbować, jest kilka osób, które się w to aktywnie włączyło. Będzie ciężko, bo od szesnastu lat jest tam ten sam burmistrz i on nie widzi możliwości odejścia. Jeśli mnie wybiorą i skorzystają z mojego doświadczenia to dobrze, jeśli nie – nic się wielkiego nie stanie.

Reklama

Jak pan prowadzi kampanię wyborczą, skoro jest pan tutaj?

– Dlatego tam pracują ludzie. Mam jeszcze trochę urlopu, a teraz przyjeżdżam tam na weekendy. To struktura wiejska i właściwym czasem, by spotkać się z ludźmi jest niedziela.

Dogaduje się pan z nimi?

– Nie zawsze. Czasami muszę pytać, o czym mówią. To jest jakaś gwara łódzka, bo Tuliszków leży na pograniczu Wielkopolski i Łódzkiego.

Z jakich dokonań w Radymnie jest pan najbardziej zadowolony? Drogi, remont MOK-u, ZEK?

– Najważniejsza była kanalizacja. Miasto nie miało kanalizacji w centrum. Panowało tu średniowiecze. Mówili, że jestem fantastą, bo chciałem zrobić kanalizację na terenie całego miasta. Raz a dobrze. Mówili mi, że to jest sen idioty. Projekty po poprzedniku to projekty osiemnastoletnie. Musieliśmy aktualizować prawie całą dokumentację. Uzyskaliśmy nowe decyzje środowiskowe. Te wszystkie zabiegi pozwoliły nam starać się o dofinansowanie. I to jest moim największym sukcesem. Dzisiaj już nie mielibyśmy takiej szansy. Wspomniał pan ZEK, który inaczej wygląda. Mamy MOK.

Reklama

Ale nie przetnie pan w nim wstęgi…

– Prawdopodobnie mi się to uda, ze względu na to, że zakończenie prac ma nastąpić 15 października. Mam nadzieję, że uda mi się ten MOK otworzyć. Nikt nigdy nie marzył, żeby ten MOK wyremontować. Kiedy jednak zobaczyłem założenia konkursu, to ciężko było to odpuścić. Gdyby była współpraca rady, mielibyśmy maksymalną liczbę punktów.

Czyli jednak nie było współpracy rady?

– Nie było przez prawie całą kadencję, teraz się poprawiło.

Radni nie wierzyli w pana?

– Wręcz odwrotnie. Uważali, że to, co robię to głupoty. Nie wierzyli w to, że da się skanalizować całe miasto. Kazali i to dzielić, robić kawałkami, ale to właśnie by się nie udało.

Reklama

Ma pan do radnych pretensje o to wszystko?

– Proszę pamiętać, że wszedłem w miasto hermetyczne, gdzie urząd i jednostki funkcjonowały w sposób odrębny od reszty społeczeństwa. Teraz zmieniło się podejście społeczeństwa, ludzie uwierzyli, że można coś zmienić. To jest chyba najważniejsze. Ludzie zaczęli się interesować samorządem. Miasto się zmieniło społecznie.

Wśród kandydatów jest też pana poprzednik. Patrzy pan na to z trwogą?

– Podejrzewam, że byłoby to zaciągniecie hamulca ręcznego dla rozwoju miasta. Nie ukrywam, że mam takie obawy, ale myślę, że społeczeństwo sobie poradzi.

Reklama

Jakich decyzji pan żałuje? Co się nie udało?

– Na samym początku kadencji złożyliśmy wnioski na wyposażenie i termomodernizację budynku tej szkoły, to był dość kosztowny projekt. Udało nam się dostać pieniądze na wyposażenie, a na remont budynku już nie. Musieliśmy zrezygnować z projektu. Mogłem inaczej wpisać warunki realizacji projektu, może byłoby lepiej. To był mój błąd, natomiast zostawiłem to na koniec kadencji w ramach rewitalizacji.

A Rynek?

– Tak naprawdę teraz możemy przystąpić do dokumentacji. To jest miejsce, w którym trzeba odtworzyć całą infrastrukturę techniczną. Trzeba zacząć projektowanie od nawierzchni. Moim marzeniem było zawsze odtworzenie ratusza. Są możliwości, są na to środki w ministerstwie. Budynek stał do II wojny światowej. Został zniszczony i trzeba go było rozebrać. Gdyby jeszcze był dwie kadencje…

Reklama

 Jakie momenty tej kadencji zapadły najbardziej panu w pamięć?

– Szczerze? Najfajniejszy moment jest chyba właśnie teraz. Przechodząc przez miasto, słyszę, że szkoda, że odchodzę. To jest miłe.

 Nie zostawi pan całkiem Radymna?

– Jeśli uda mi się tam zostać burmistrzem, będę chciał nawiązać współpracę pomiędzy naszymi dwoma samorządami. Jeśli się nie uda, będę się musiał zająć swoim życiem zawodowym. Mam tu jednak całą rodzinę, więc będę tu przyjeżdżał i patrzył na wszystko z innej perspektywy.

Jakieś rady dla następcy?

– Powinniśmy wykorzystać nasze położenie. Jesteśmy pierwszym miastem przy granicy. Zrobiliśmy nad ZEK-iem plaże, zrobiliśmy kąpielisko, trwają prace związane z alejką. Ale to początek drogi, powinno się zrobić projekt osiedla domków wypoczynkowych, letniskowych budowanych przez dewelopera. ZEK będzie się powiększał. Jest tam już drugi zbiornik, za kilka lat będzie kolejny. Jest też realizowany duży projekt rządowy związany z odtworzeniem dróg wodnych i mój następca mógłby się nim zająć. Jeśli port rzeczny zostałby zlokalizowany nie w Jarosławiu, a w Radymnie, to mogłoby się to ciekawie rozwinąć. Wtedy statek z naszego herbu nabrałby innego znaczenia.

Hubert LEWKOWICZ

FOT. HUBERT Lewkowicz

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-09-20 23:23:54

    To prawdziwy fachowiec i to tylko można chwalić Panie Burmistrzu dziękujemy!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-21 10:35:14

    Powodzenia w nowym miejscu*))

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    marian - niezalogowany 2018-09-25 22:35:59

    szkoda takich ludzi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo EkspresJaroslawski.pl




Reklama